Kielichy kwiecistych kasztanów
stoją na straży z lichtarzem
zapachem zsypują chodniki
i smutne przechodniów twarze
Zanikam, przemijam wraz z niemi
zakwitłam kiedyś na wiosnę
starzejąc się na jesieni
a wszystko przestało być proste
Ogrzać nie umiem twych myśli
uczucia przede mną zamknięte
talerz gorący jest zupą
ręce, uśmiechy - nietknięte...
Przychodzisz z gorącym spojrzeniem
rozgrzanym namiętnie zapałem
i nie odchodzisz dotąd
aż jednym stajemy się ciałem.
Okaż mi więcej miłości
tak bardzo tego mi trzeba
okaż swojej czułości
razem chodźmy do nieba!
stoją na straży z lichtarzem
zapachem zsypują chodniki
i smutne przechodniów twarze
Zanikam, przemijam wraz z niemi
zakwitłam kiedyś na wiosnę
starzejąc się na jesieni
a wszystko przestało być proste
Ogrzać nie umiem twych myśli
uczucia przede mną zamknięte
talerz gorący jest zupą
ręce, uśmiechy - nietknięte...
Przychodzisz z gorącym spojrzeniem
rozgrzanym namiętnie zapałem
i nie odchodzisz dotąd
aż jednym stajemy się ciałem.
Okaż mi więcej miłości
tak bardzo tego mi trzeba
okaż swojej czułości
razem chodźmy do nieba!
Wiersz ten dedykuję jedynemu Mężczyźnie mojego życia
Mężowi...
Mężowi...