Mój... chciało by się rzec Ojciec, ale to za duże dla Niego słowo. Bóg, to jest Ojciec. Chciało by się napisać Tata, ale to za dobre dla Niego określenie. Bóg jest Tatusiem... moim kochanym, troskliwym, cierpliwym, cichym i pokornym. A ten tu...to... Po prostu człowiek. Ten człowiek kochał mnie swoją dziwną, trudną miłością. Pomagał mi i karał słowami. Wyrył się tęsknotą w mojej pamięci....na zawsze.
Pisałam ten wiersz, gdy żył. Nigdy nie odważyłam się Mu go dać. Czy żałuję? Nie wiem... naprawdę nie wiem.
Tato..
Może teraz patrzysz na mnie inaczej, cieplej, z miłością.
Ty nie umiałeś być ojcem, wiem, wiem dlaczego. Mimo to bardzo Cię kocham, zawsze kochałam. Ja też nie potrafiłam Ci tego okazać. Wybacz mi proszę. Wtedy, gdy Twoje serce przestało grać melodię Twego życia, po tym jak zreanimowali Cię ratownicy i zawieźli do szpitala. Leżałeś taki bezbronny, jak maleńkie dziecko. Jezus tam już trzymał Cie za rękę. Słyszałeś moje słowa. Pamiętaj je. Bardzo Cię kocham.
Proszę Tato, to dla Ciebie, kawałek mojej duszy.
26 sierpień, 2007
Pisałam ten wiersz, gdy żył. Nigdy nie odważyłam się Mu go dać. Czy żałuję? Nie wiem... naprawdę nie wiem.
Tato..
Może teraz patrzysz na mnie inaczej, cieplej, z miłością.
Ty nie umiałeś być ojcem, wiem, wiem dlaczego. Mimo to bardzo Cię kocham, zawsze kochałam. Ja też nie potrafiłam Ci tego okazać. Wybacz mi proszę. Wtedy, gdy Twoje serce przestało grać melodię Twego życia, po tym jak zreanimowali Cię ratownicy i zawieźli do szpitala. Leżałeś taki bezbronny, jak maleńkie dziecko. Jezus tam już trzymał Cie za rękę. Słyszałeś moje słowa. Pamiętaj je. Bardzo Cię kocham.
Proszę Tato, to dla Ciebie, kawałek mojej duszy.
26 sierpień, 2007
Pisane do Ojca...
dopada mnie znienacka
łzy płyną z między powiek
czas nie zleczył rany
wspomnienie nie daje spokoju...
złym myślom ukaranym
łzy płyną z między powiek
czas nie zleczył rany
wspomnienie nie daje spokoju...
złym myślom ukaranym
wypływa jak lawa
ciśnieniem z wnętrzności
żal, bólu wprost z rany
roztrząsa codzienności
stos poukładany
ciśnieniem z wnętrzności
żal, bólu wprost z rany
roztrząsa codzienności
stos poukładany
błagam nie umieraj!
już jesteś taki stary
chcę jeszcze czasu dla nas
chcę nie zatracić wiary
już jesteś taki stary
chcę jeszcze czasu dla nas
chcę nie zatracić wiary
Ty weźmiesz mnie na ręce
przytulisz sercem mocno
weźmiesz mnie na kolana
będę Cię całowała
przytulisz sercem mocno
weźmiesz mnie na kolana
będę Cię całowała
nie odchodź
nie było Ciebie przy mnie
nigdy, bym nie cierpiała
mijasz mnie jakby we śnie...
nie było Ciebie przy mnie
nigdy, bym nie cierpiała
mijasz mnie jakby we śnie...
A wszystko to tak boleśnie
dlaczego nie umiem pytać
nie umiem czasu chwytać
i wciąż marnuję chwile
dlaczego nie umiem pytać
nie umiem czasu chwytać
i wciąż marnuję chwile
już jesteś taki stary
srebrzystą masz fryzurę
ręce drżące i wielkie
i pomarszczoną skórę
srebrzystą masz fryzurę
ręce drżące i wielkie
i pomarszczoną skórę
nie mogę myśleć
nie chcę czuć...
nie mogę znieść rozłąki
proszę Cię do mnie wróć
nie chcę czuć...
nie mogę znieść rozłąki
proszę Cię do mnie wróć
wiem, że odejdziesz
jak odszedłeś
jak była, tak
zostanie rana
jak odszedłeś
jak była, tak
zostanie rana
ta sama
brzydka, poszarpana
nakryta stale plastrem
na siłę mi wyrwana
brzydka, poszarpana
nakryta stale plastrem
na siłę mi wyrwana
ta przyjaciółka doli
stara poczciwa rana
klująca podświadomość
i wciąż rozdrapywana
stara poczciwa rana
klująca podświadomość
i wciąż rozdrapywana
a gdy już będziesz sam
daleko gdzieś zabrany
gdy Cię powiodą tam
gdzie wcale Ty nie chciałeś
daleko gdzieś zabrany
gdy Cię powiodą tam
gdzie wcale Ty nie chciałeś
wspomnij za mną
i wzdychaj w głos do Boga
że nie bez trudu, ran
była ma mała droga
i wzdychaj w głos do Boga
że nie bez trudu, ran
była ma mała droga
Uproś, bo starca wszak
się przez szacunek słucha
szepnij Mu głośno wtem
dwa słowa wprost do ucha
się przez szacunek słucha
szepnij Mu głośno wtem
dwa słowa wprost do ucha
niechaj już wcale
dłużej nie zwleka,
bo za mną naprawdę
droga jest daleka
dłużej nie zwleka,
bo za mną naprawdę
droga jest daleka
i nie wspominam
rozlanego mleka
i już nie robię
do zła dobrej miny
rozlanego mleka
i już nie robię
do zła dobrej miny
czekam i tęsknię z tej wielkiej rozłąki
nie zniosę dłużej ciemności i mąki
niech mnie osłoni
z swej ojcowskiej ręki
nie zniosę dłużej ciemności i mąki
niech mnie osłoni
z swej ojcowskiej ręki
niech we mnie wetknie
swe stwórcze słowo,
niechaj się stanę
w nim nową osobą
swe stwórcze słowo,
niechaj się stanę
w nim nową osobą
i zasnę
i zgasnę
o świcie
w zachwycie
i zgasnę
o świcie
w zachwycie
Bogu oddaję w darze
to przecierpiane życie!
to przecierpiane życie!
Tata odszedł do Pana 19 listopada 2008 roku. Był sam, bo utknęłam w korku na moście. Odchodził we śnie, w godzinie miłosierdzia. Modlili się za Niego właśnie wtedy moi przyjaciele. Był w szpitalu Bródnowskim. Miał 77 lat. Nie zdążyłam się z nim pożegnać. Choć przez 2 miesiące żegnałam się z nim codziennie, wiedząc, że może to już ostatni raz się widzimy.
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a Światłość Wiekuista niechaj Mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen
Wieczny odpoczynek racz Mu dać Panie, a Światłość Wiekuista niechaj Mu świeci. Niech odpoczywa w pokoju wiecznym. Amen