wtorek, 23 listopada 2010

tatoo


szare arkusze przeglądam
nie piszę
szelest włożony w brązowe teczki
wytartych stronic
nie słyszę

Będzie taniec zwiędniętych
czasem i pożółkłych jesiennie liści
tonę ja, znowu ja, znowu o mnie
dla kogo ta cisza o sobie
dzień matni rozmyślań
po Tobie

wstrzymania się w czasie
tak
wiszę, jak nieprzytomnie
wszystko już, wszystko
całkiem stracone
moje życie leży martwe zamglone

człowiek jest, są sprawy, zakupy
nagle hyc i już nie ma człowieka
nie powiedział czy kiedyś wróci
pozostawił swój czas i swe leki
już taksówka na niego nie czeka

już nie pójdzie na kanałowe
nie zatańczy wesoło na balu
nie wypisze mu doktor leków
nie zobaczy bez okularów tych laurek
od wnuków kochanych

i jesionka wisi zielona
czapka z piórkiem, który się tak bardzo podobał
torba lekka, wygodna, beżowa
zwieszona mu co dzień przez ramię

ciężka od spraw ludzkich
lecz ważnych nie dla mnie

stare jajko i tuńczyk w lodówce

powiędnięta całkiem petunia
leżysz tam, ja nie wołam
nie krzyczę,
mówię to szare swoje z nadzieją:
Tato do zobaczenia
!

Tak bardzo Cię kocham Tato... jak na mnie nie krzyczysz, to chyba jeszcze bardziej.
Zostań w pobliżu, pomagaj mi... proszę nie odchodź daleko...