środa, 1 grudnia 2010

Limeryk

histeryczka z okolic Wieliczki
co pąsowe miewała policzki
chęć na seks miała codzień z wieczora
sama była gdy nadchodziła pora
wiemy już na co są jej te solne świeczki

sen nocy jesiennej


sen nocy jesiennej


...i znów nakładam nocy skafander;
Co mi nie skleja wcale snem powiek;
Wzrok, słuch wytęża się jak tandem;
Wjeżdża już strach i lęk zlany potem;
a  Racjonalność ukryta pod stelaż;
i nie wychyli stroskanej swej twarzy;
mądre myśli zostawi na potem;
mądrym snem nic nie zrównoważy.


Dramat ten gra się w połowach domów;
Wiele łez ściera mała poduszka,
Nic nie mówisz o tym znajomym,
Twa bezsenność-imaginacja!


  Łykam prochy - już po kryjomu...
To bezwstydnie tak nie spać po nockach!

choć w domu...

Gdy mi diabeł wyciągnie wtyczkę też nie powiem o tym nikomu...

Mary czy Marzenia?

Mary czy Marzenia?

...marzę o plaży z mięciutkim piaskiem,
tym wdzierającym się wszędzie gdzie mógł...
brzegu i morzu bezkresnym całkiem,
co zimnym toniom zawsze się cieszy... szacunkiem fal,
ciepłem słonecznym i niepokornym - błyszczącym w dal. 

Marzę o locie w myślach składanych 
do normalnego słodkiego snu,
marzę choć nie chcę wcale tych marzeń...
wciąż wracam tu...

Marzenia podłe, 
mary wymarłe
one mnie ranią nie dając nic...
nadzieja wiąże mnie wciąż z realem,
po co więc tym złudzeniem żyć?

Tu moje miejsce choć chcę się wyrwać...
Dusza gdzieś prze...
Lecz nie wiem dokąd i nie wiem po co...
Ona to wie...

Marzę ja jednak i o podróżach,
o podziwianiu niezwykłych miejsc,
i o złapaniu wszystkich obrazów
by w pamięć moją mogły się wryć;
tracę je - kleją się w ciemną marę

i wiem, że nie ma - co tu kryć?
Nie ma już szans by stały całe
w projektach planów w codziennym być...

Po co to tkwi bezczelnie w głowie,
sercu nie dając spokojnie żyć?
Skacze w umyśle niespokojnie,
zabiera sens by do celu iść...
Cel się rozmydlił i zapadł w dołek...

Pokornie mruczy podstępny kot,
a to mnie dalej nic nie uczy,
czekam i marzę kolejny już rok...

Gniję rozczarowana szczelnością
nierozerwalnego węzła, kołysząc 
serce na łodzi przepełnionej zimną mgłą,
szarością codziennej gonitwy i żalu.
Gdy utonę... nie będzie balu!


Żegnaj mój kraju...

Zima

Mężulowi!
... wierszydło:

 zima

zima... już mróz zacisnął brzegi sadzawki...
Nastroszył futra na każdym psie.
Położył czapki nad wszystkie ławki
Zasypał myśli Tobie i mnie.
Dymkiem wiatr podniósł śniegi z podwórka,
Wiruje biały przepiękny puch.
Już zasypana za drogą górka,
Dzieciaków sanki poszły już w ruch.
Zima jesienią jest często w modzie,
Choć znów drogowców zwaliło z nóg.
Grypy, katary utopmy w miodzie,
Brnąc przez bezdroża zsypanych dróg.
Gdy zaś spaceru pragnę troszeczkę,
Nie mów że wolisz fotel i koc!
  Tylko zawijaj swój grzbiet w kurteczkę...
Polubić znów dzień zmienny w noc...
Wzuć Kalesony, czapkę i szalik...
W ślad za śladami po śniegu brnąc.
Wyznać mi miłość wśród śnieżek strzałów...

Całuj mnie w usta nie mając dość!

czwartek, 25 listopada 2010

czas

Czas

Czas nie próżnuje przecież
zamiata ulice myślami
zmywa deszczem przystanki
nad życiowymi ścieżkami
czas nie próżnuje
wciąż goni, zmienia oprogramowanie
ucieka stale z pod ręki
jak zając biegnie przed nami
i hyc nam stale z pod sprawy
jakby dogonić miał jeszcze
czy raczej zarządzić postój
zostańmy tu na chwileczkę

by podać sobie dłonie

Lecz on omija nas,pędzi,
A jednak... staje w bezruchu
jak róża - gdy zbraknie wiatrów,
oddechu do podmuchu...
śmiech czasu, bezczelnie spojrzy w oczy
powiedz pa, zanim zaśniesz
Światła moc Cię tam uroczy
Gromniczka już czasem spalona
dusza się szybko uwija
czas ją nie weźmie w ramiona
uleci bezwonnie i cicha
zdawa się jakaś spłoszona
ze sztywnych ramion ubywa
nie jęczy, chociaż już kona
lecz kto posłyszy...

szmerów skrzydeł Pańskiego anioła

Jak tam jest, gdy czasu nie ma?
Wymyślać nie mam czasu
czas dany mi ucieka
bokiem i między palcami
czekam, choć gnam za szybko,
zasypiam, w pośpiechu wstaję
czasie co nie próżnujesz 


nie ganiaj
się ze mną stale!

Romantyzm

Romantyzm

miłość co znaczyć ma to słowo
a może więcej słów w sobie kryje
nie wierzę w romantyczną miłość
wiara ta we mnie już nie żyje

życie co daje i co przynosi
kalkulujemy całkiem na chłodno
bolesne wpadki i jakiś grosik
wieczności istna karykatura

powiesz nie szkodzi i będzie dosyć
znajdziesz zaszyte w ciepłym kącie
coś, o co nikt Ciebie nie prosił
a co Ci da głód, sens i początek

i zaśnie nagle w cichym śnie
i nie zawołasz i nie wskrzesisz
nie zdążysz nadać "s. o. s."
los z przeproszeniem Cię..zawiesił

i nie zawrócisz kijem Wisły
na próżno szukasz sznura
choć Twe pragnienia są Ci wszystkim
wygrała znów nomenklatura

Mężowi...

Kielichy kwiecistych kasztanów
stoją na straży z lichtarzem
zapachem zsypują chodniki
i smutne przechodniów twarze

Zanikam, przemijam wraz z niemi
zakwitłam kiedyś na wiosnę
starzejąc się na jesieni
a wszystko przestało być proste

Ogrzać nie umiem twych myśli
uczucia przede mną zamknięte
talerz gorący jest zupą
ręce, uśmiechy - nietknięte...

Przychodzisz z gorącym spojrzeniem
rozgrzanym namiętnie zapałem
i nie odchodzisz dotąd
aż jednym stajemy się ciałem.

Okaż mi więcej miłości
tak bardzo tego mi trzeba
okaż swojej czułości
razem chodźmy do nieba!



Wiersz ten dedykuję jedynemu Mężczyźnie mojego życia
Mężowi...

Granat

12 sierpień, 2007 -17:47
Granat

W granat z błękitem niebo spowite
jak w kołdrę
Ludzkie pragnienia mgławe niejasne
modre
Szybko idziemy życiem popchnięci
ścieżką
W uśmiech przywdziani, nie byle jaki
pokój
Krzyżem zranieni,
bólem przeszyci z boku
Nie upadamy z twarzą skrwawioną
męsko
Lecz do stolicy Nieba idziemy
dzierżyć Zwycięstwo
Z twarzą oplutą w oczy spojrzymy
Prawdzie
Bo chcemy posiąść Miłość jedyną
na zawsze.

Juliusz Słowacki

Mój ulubiony poeta, może pierwszy wśród ulubionych,
Juliusz Słowacki,
był człowiekiem wielkiej wiary,
czego dowodzą niemal wszystkie jego wiersze.


A ten wiersz, jest moim faworytem:


TESTAMENT MÓJ


Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny,
Dziś was rzucam i dalej idę w cień - z duchami -
A jak gdyby tu szczęście było - idę smętny.

Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej lutni, ani dla imienia; -
Imię moje tak przeszło jako błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.

Lecz wy, coście mnie znali, w podaniach przekażcie,
Żem dla ojczyzny sterał moje lata młode;
A póki okręt walczył - siedziałem na maszcie,
A gdy tonął - z okrętem poszedłem pod wodę...

Ale kiedyś - o smętnych losach zadumany
Mojej biednej ojczyzny- przyzna, kto szlachetny,
Że płaszcz na moim duchu był nie wyżebrany,
Lecz świetnościami dawnych moich przodków świetny.

Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne serce moje spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą -
Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie...

Niech przyjaciele moi siądą przy pucharze
I zapiją mój pogrzeb - oraz własną biédę:
Jeżeli będę duchem, to się im pokażę,
Jeśli Bóg uwolni od męki - nie przyjdę...

Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!...

Co do mnie - ja zostawiam maleńką tu drużbę
Tych, co mogli pokochać serce moje dumne;
Znać, że srogą spełniłem, twardą bożą służbę
I zgodziłem się tu mieć - niepłakaną trumnę.

Kto drugi tak bez świata oklasków się zgodzi
Iść... taką obojętność, jak ja, mieć dla świata?
Być sternikiem duchami napełnionéj łodzi,
I tak cicho odlecieć, jak duch, gdy odlata?

Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mi żywemu na nic... tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi.

***

I drugi, równie wspaniały wiersz... bardzo się w nim odnajduję, mimo między nami różnicy położeń...

HYMN

Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowéj wodzie
Gwiazdę ognistą...
Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,
Smutno mi, Boże!

Jak puste kłosy, z podniesioną głową
Stoję rozkoszy próżen i dosytu...
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu.
Ale przed tobą głąb serca otworzę,
Smutno mi, Boże!

Jako na matki odejście się żali
Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,
Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali
Ostatnie błyski...
Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
Smutno mi, Boże!

Dzisiaj, na wielkim morzu obłąkany,
Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
Widziałem lotne w powietrzu bociany
Długim szeregiem.
Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
Smutno mi, Boże!

Żem często dumał nad mogiłą ludzi,
Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
Przy blaskach gromu,
Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,
Smutno mi, Boże!

Ty będziesz widział moje białe kości
W straż nie oddane kolumnowym czołom;
Alem jest jako człowiek, co zazdrości
Mogił popiołom...
Więc że mieć będę niespokojne łoże,
Smutno mi, Boże!

Kazano w kraju niewinnéj dziecinie
Modlić się za mnie co dzień... a ja przecie
Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,
Płynąc po świecie...
Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,
Smutno mi, Boże!

Na tęczę blasków, którą tak ogromnie
Anieli twoi w siebie rozpostarli,
Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie
Patrzący - marli.
Nim się przed moją nicością ukorzę,
Smutno mi, Boże!

 Pisałem o zachodzie słońca, na
morzu przed Aleksandrią.


***

I jeszcze jeden...

TAK MI, BOŻE, DOPOMÓŻ

Idea wiary nowéj rozwinięta,
W błyśnieniu jednym zmartwychwstała we mnie
Cała, gotowa do czynu i święta;
Więc niedaremnie, o! nienadaremnie
Snu śmiertelnego porzuciłem łoże.
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Mały ja, biedny, ale serce moje
Może pomieścić ludzi milijony.
Ci wszyscy ze mnie będą mieli zbroje -
I ze mnie piorun mieć będą czerwony,
I z mego szczęścia do szczęścia podnoże.
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Za to spokojność już mam i mieć będę,
I będę wieczny - jak te, które wskrzeszę -
I będę mocny - jak to, co zdobędę -
I będę szczęsny - jak to, co pocieszę -
I będę stworzon - jak rzecz, którą stworzę.
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Chociaż usłyszę głosy urągania,
Nie dbam, czy wzrastać będą - czy ucichać...
Jest to w godzinie wielkiéj zmartwychwstania
Szmer kości, który na cmentarzach słychać.
Lecz się umarłych zgrają nie zatrwożę.
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Widzę wchód jeden tylko otworzony
I drogę ducha tylko jedno-bramną...
Trzymając w górę palec podniesiony
Idę z przestrogą - kto żyw - pójdzie za mną...
Pójdzie - chociażbym wszedłszy szedł przez morze...
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Drugi raz pokój dany jest na ziemi
Tym, którzy miłość mają i ofiarę...
Dane zwycięstwo jest nad umarłemi,
Dano jest wskrzeszać tych, co mają wiarę...
Na reszcie trumien - Ja - pieczęć położę.
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Lecz tym, co idą - nie przez czarnoksięstwa,
Ale przez wiarę - dam, co sam Bóg daje:
W ich usta włożę komendę zwycięstwa,
W ich oczy - ten wzrok, co zdobywa kraje -
Ten wzrok, któremu nic dotrwać nie może.
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

Z pokorą teraz padam na kolana,
Abym wstał silnym Boga robotnikiem.
Gdy wstanę - mój głos będzie głosem Pana,
Mój krzyk - ojczyzny całéj będzie krzykiem,
Mój duch - aniołem, co wszystko przemoże.
Tak mi dopomóż, Chryste Panie Boże!

***

Julian Tuwim (1894-1953 )

Jest to wiersz człowieka
poszukującego jak ja...
To wiersz Juliana Tuwima (1894-1953 )
Jak mi wiadomo J.Tuwim nie wierzył w Chrystusa, a może wiara Jego  była właśnie wielka, być może szukał Go, czego dowodem jest ten wiersz...

"Chrystusie....

Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie....

Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
Że przez łzy Ciebie zobaczę,
Chrystusie....

I taką wielką żałobą
Będę się żalił przed Tobą
Chrystusie....

Że duch mój przed Tobą klęknie
I wtedy - serce mi pęknie,
Chrystusie...."


o tej porze


o...
O tej porze śpi się w norze.

Także może spać kto orze,
we śpiworze,
lub na dworze.
Owszem na kanapie toże.
A i zdrzemnąć się w fotelu,
choć tak sypiać chce nie wielu.
Tym sposobem nie zachęcam
można sypiać na zajęca,
w krześle też na popielnice
rozdziawiając mocno lice.
Na tapczanie i wersalce
można wygnieść sobie palce,
za to w łóżku, wie to każdy
śpi się miękko, aż się marzy
można rzucić się w materac
sprężynowy lub gąbkowy
to wygoda jest i relaks
rzucić się na pełen stelaż...
Musi branżę mieć specjalną
ten co zajmie się sypialnią
specjalista, że rzecz wielka
ten, co zna się na mebelkach,
a wyliczy i wybierze
ty się rzuć, wybrzydzaj szczerze
machnij ręką na kolory
choć jest zawsze wybór spory
musisz wyspać się koniecznie
więc chrzań czy to jest bezpieczne.
Możesz wybrać więc piętrowe
nic nie spadnie Ci na głowę
mało tlenu jest na górze,
zainwestuj więc w naturze
sypiaj sobie może w trawie
tak jest świeżo i ciekawie
możesz także pływająco
bujać się w hamaku śpiąco.
Wszak sposobów jest tysiące
by się wyspać w pięknej łące
na kocyku, na narzucie,
i na plaży, czy w kajucie,
a omijaj wydmy proszę
tam se można przeciąć mosz.e
już mnie męczy moja wena
trza do wyrka, a ja smęcę
i już mi drętwieją ręce
także już mi się rym kończy
niech mnie wreszcie ktoś wyłączy
zaglądając mi z za ucha
powie, że mnię nikt nie słucha
i nie czyta nikt na pewno
bom jest nudna jak to drewno.
Do widzenia Państwo mili
Życzę byście nic nie pili
nie palili i nie ćpali,
a wybornie się wyspali!

Samobójstwo....

(*)(*)(*)

Ty odeszłaś, a zimny wiatr
wieje dzisiaj jakoś inaczej
czas zatrzymał te piękne dwa
wymawiane imiona znaczeń
nieuszyte gałganki życia
cała Ty i Ciebie połowa
pogubione ma części ta mapa
choć jest taka.. zupełnie nowa
pocałunek zatrzymał się w pół...
o północy zapachy są inne
tłumy stoją nad grobem Twym
a uśmiechy ich nie są niewinne
ciepłem twoich zmarzniętych stóp
zatrzymała się miękka narzuta
nieuchronnie zamkniętych chwil
pękła łza i wyje zaszczuta
gdy odchodzisz tak piękna, młoda
szkoda Ciebie i Twego śmiechu
cierpko łaknąc pieszczoty kona
mąż postradał rozum w pośpiechu
nie zatrzyma już chyba nikt
co przepadło wraz z Tobą w otchłani
został tylko album i list

niema Tymka i niema Ani

ogrodami wśród traw i mchów
nucąc ciche do snu kołysanki
zakochany w zapachu róż
Biega Tymek śladami Anki....

w nicość


w nicość

zatartą przez starą szmatę
brnę
w nicości
po ciemaku macam
mgłę
w nicości szarej
niknącej duszy
kostuszy
w nicości nędza
rozum oplata
wiem
wołam pomocy
wołam w rozpaczy
na dnie
Wyrwij mnie stąd
albo mnie zabierz
hen
nie pozostawiaj
samemu sobie
ran
Śpiewaj, obejmij,
przytul ramieniem
lub
spal...

zmęczenie


zmęczenie - kabałą
prośbą nie doskonałą
i snem...

zmęczenie próbą
nie wytrzymałą
i psem...

Zmęczenia nie cierpię
bo cierpi me ciało
i śmiem...

Czasem się złożyć
czasem położyć
wpaść sen...

Nie zniesie wokół
że zły protokół
ma sens...

i procedura
bo żona to kura
to blef...

Popaprany Urząd Skarbowy,


zdradza nas durna władza niewiedzy

jak nagły deszcz
siąpi i leje, pada i wieje
i nad mądrością też
gdy wzrokiem doprowadzi
twe oczy do rozpaczy
a słuszność pomyka w dal
i widać z oddali, że płyniesz
na fali, tratwą wśród wielu fal
a noszą tobą
jak piłką gumową
w iście dowolny nurt

gdy zakręconyś to zgodnie z planem
na zawsze
straciłeś kurs.

mężowi



życie...
krótkie jest
i nie zwlekam
z ukryciem się
 w Twoich

 oddechach...

ciepło, złączonych ciał
nas spala i
zwykłą codzienność
codziennie

odmienną...

dzwony
naszych serc,
bijące tę samą melodię,
w upale czułych słów

miłości rapsodię...

I choć pragnę zawsze
we słowy ubrać
tę radość
wilgotnych pocałunków

i rozpaloną nagość...

Nie umiem słów ubrać
w staraniach,
wspaniale, jak należy
i oddać słowem
 tę rozkosz

szczerze...

Więc choć bliższe niż ja
są Ci pojazdy,
a auta
 ogólnie
nie rób częstych wypadków
w mej duszy

szczególnie....

Limeryki pierwsze koty za płoty. :)



*Limerykant rodem z Pszasnysza
lubił rymy układać jak dyszał
jednak dychać tylko może
gdy ugniata żoną łoże
wiec limeryków nikt nie usłyszał.

*
LICENTIA POETICA ;)



***
Pewna pani z okolic Warszawki
co pijać rano lubiła dwie kawki
nie ma talentu poety
och przykro nam, no niestety
więc z nudów dostaje głupawki.

***

O in vitro



jak to bywa, raz szczur laborancki

był wyjątkowo aż arogancki
łapą tykał próbówkę
zygotę łapiąc za główkę
no, strasznie był nieelegancki*


*Bo kto to widział, tak bez pytania drażnić cudze dzieci i to brudnemi łapami ;)

***

O nauczycielce religii w mojej podstawówce




katechetka rodem swym ze stolicy
rysowała dzieciom srom na tablicy
opowiadała uczniom
że wręcz okropny jest srom
robiąc im lepką ciecz z mózgownicy

o x. R


czarny pudel naprawdę rasowy
miał strój moro, na grzbiet-baletowy,
że to głupie niezwykle,
by mieć sraczkę, jadł pikle
i dostawał strój iście polowy

Pustka ;-)


Sposoby na męża



młoda dama z miasta Świerady

hodowała trujący sabadyl
i mawiała mężowi
obiad zaraz gotowy
nic dziwnego, że chudy jak badyl

codzienny

W codziennym trudzie spraw
zgiełku i dzieci hałasie
nie słyszę myśli, strach,
złość, krzywda i w rozpaczy
bukiet rozczarowania, żalu...
Wnętrzności me kotłuje,
gotuję się całkowicie,
nic tego już nie gasi...
Czemu tak ciężko trwać
w tej raz wybranej trasie?

Czemu jest większy żal
a miłość ciągle gaśnie?
Zamykasz stale drzwi,
te do Twojego serca,
ja jestem gościem Twym,
a miałam być tu pierwsza!
Choroba zbiera plon,
zabiera mi siły i spokój,
nie widzisz zupełnie nic,

patrzysz tak obojętnie, z boku.


A widzę jak więdnie kwiat,
ostatkiem sił wskrzeszany,
wśród liści wielu spraw,
ciężkich, nie układanych...
Miłość odchodzi w dal,
przez palce nam przecieka
frunący powiewa tylko szal...
jak z biegnącego człeka
wśród łez wzburzonych fal..
ona już nie zaczeka...

umiera...
utonęła...
i całun ją powleka...

Małżeńska miłość nasza
co miała być jak rzeka.

gra o życie

gra o życie

Toczy się gra o życie,
gra w kości z mą wolnością...
wierzchnia jej naga twarz
brodata, podła, zła, i pierwsza rzuca kością...

Druga ukryta, spowita w czas,
jak długi, kto mi powie?
Kto wygra nie wie nikt
no, poza Panem Bogiem.

To On tu graczem jest,
ta gra jest mu nałogiem,
nie wiem co w kubku ma...
W końcu to On jest Bogiem.

Ile tajemnic skrywa,
wciąż ukrywając oblicze...
ni bawi mnie ni cieszy,
stała się dla mnie kiczem.

Doświadczasz niczym świętą
mnie sobie upodobałeś
nie widzisz moich lęków
co zrobisz jak się stanie?

Ja nie wytrzymam dłużej
i wołam, proszę dość!
Chcesz tego - powiedz, pragniesz?
Czy zwykłe to niechlujstwo?

Czy głupiam jest do cna...?

Popełnię samobójstwo...
jestem kompletnie padnięta...
znów się przed Tobą ukorzę...

Odpowiedz mi Boże!

Limeryki



Pewien agnostyk z Juraty
,
był nosił pąsowe krawaty,
raz kręcił coś pod wąsem...
Nie jestem przeca alfonsem,
i odtąd wychodził brodaty.

****

Żona pana Irka Alfonsa,

codziennie się kłóci i dąsa.
Patrzą na mnie nie ładnie,
ktoś mnie ciągle zagadnie
i palę się cała w pąsach...


Pocztowe znaki czasu.

Pocztowe znaki czasu.


okienkowa pyzata urzędniczka,
co nosiła się w mini spódniczkach,
była ciągle nie miła, nadęta
słowem pluła i gryzła petenta
może wesz się jej wyślizgła do staniczka

Limeryki

 

Rzeźnik z Kaszub chadzał ciągle w kaloszach,
bowiem ściek, był go zlewał w bamboszach.
Wrzeszczał: dość już tego koszmaru!
Wciąż dostaję wstrętnego kataru,
a wyglądam w tym stroju jak kloszard

Limeryki


Pewna śląsko-dąbrowska urzędniczka
nosić lubi się w mini spódniczkach
no i nic z tego nie wynika
gdyby nie fakt też braku stanika
na golasa po biurze fika

***

Starszy siwy Walery z Grudziądza
party sute w swym M3 urządza
nie żałuje też gościom pieniądza
drzwi otwiera całkiem goleńki
już wiadomo po co panienki...

***

Kuzyn Grześka z Nowego Jorku
spacerował skwerami od wtorku
a w niedzielę uznał że basta
schwytał Jorka i uciekł od miasta
gdzieś się włóczy po Międzyborku

***

Ginekolog, kobieta z funduszu
pogrzebała za mocno w podbrzuszu
i pacjentka to strasznie przeżywa
od wizyty wszak leży nieżywa
i bynajmniej nie z winy uszu...

***

Morał taki, bo już pora na puentę
łukiem mijaj te przybytki tandetne
poznasz je, bo się silą funduszem
zaprzedali mu ręce i duszę
a ich rozum przez lata nietknięty

***

Autor mi nieznany

Nie znam niestety autora, ale jak się by odezwał to z przyjemnością poznam :)

Gdy potwór się śni – nie ma rady,
wychodzi z najgłębszej szuflady.
I nie ma co płakać i szlochać,
lecz trzeba potwora pokochać!
Pochodzić z nim trochę pod rękę,
pożyczyć mu buty, sukienkę,
przeczytać mu bajkę lub dwie
(no chyba że książkę nam zje).
Gdy ryczy nie dziwić się wcale
lecz mówić:
Ach ryczysz wspaniale!
I wołać
Potworze! Kochanie!
Aż wreszcie sam śnić się przestanie!

Wspaniały wierszyk dla dzieci. Wprowadzam go w życie :)

wtorek, 23 listopada 2010

Bezdzietny anioł

bezdzietny anioł

"Właśnie wtedy kiedy pomyślałeś
że papugi żyją dłużej
że jesteś okrutnie mały
niepotrzebny jak kominek na niby
w stołowym pokoju
Jak bezdzietny anioł
lekki Jak 20 groszy reszty
drugorzędnie genialny
kiedy obłożyłeś się książkami
jak człowiek chory
nie wierząc w to że z niewiary
powstaje nowa wiara
że ci co odeszli jeszcze raz cię
porzucą
święty i pełen pomyłek
właśnie wtedy wybrał ciebie ktoś
większy niż ty sam
który stworzył świat tak dobry
że niedoskonały
i ciebie tak niedoskonałego
że dobrego
"


Ks. Jan Twardowski

Anielsko


Czas nie próżnuje przecież
zamiata ulice myślami
zmywa deszczem przystanki
nad życiowymi ścieżkami
czas nie próżnuje
wciąż goni, zmienia oprogramowanie
ucieka stale z pod ręki
jak zając biegnie przed nami
i hyc nam stale z pod sprawy
jak by dogonić miał jeszcze
czy raczej zarządzić postój
zostańmy tu na chwileczkę

by podać sobie dłonie

Lecz on omija nas, pędzi,
A jednak... staje w bezruchu
jak róża - gdy zbraknie wiatrów,
oddechu do podmuchu...
śmiech czasu, bezczelnie spojrzy w oczy
powiedz pa, zanim zaśniesz
Światła moc Cię tam uroczy
Gromniczka już czasem spalona
dusza się szybko uwija
czas ją nie weźmie w ramiona
uleci bezwonnie i cicha
zadwa się jakaś spłoszona
ze sztywnych ramion ubywa
nie jęczy, chociaż już kona
lecz kto posłyszy...

szmerów skrzydeł Pańskiego anioła

Jak tam jest, gdy czasu nie ma?
Wymyślać nie mam czasu
czas dany mi ucieka
bokiem i między palcami
czekam, choć gnam za szybko,
zasypiam, w pośpiechu wstaję
czasie co nie próżnujesz nie ganiaj
się ze mną stale!
Daj mi łopatkę ciszy i wolnej chwili wiaderko.
Bo w tej gonitwie zajęć, harmidrze i rozróbie
i najzwyczajniej w Świecie
ja się jak w piasku gubię...

Góry


ten stok

pięknie równo zawiany bielą
tańczą na nim
nielicznie rozwiane
sosen panien lekkie figury
pasujące w świąteczną paradę
nieustannie zgrabne jak chmury

nie opiszą ich słowa choć stare
nie dodadzą splendoru natury
bo raczkują we kształtach jak kocię
tym żywiołem onieśmielone
pełzające we śniegu iskrzącym
zamazując swe ślady ogonem

Listopad 2008

Śmiertelnie wietrzny listopad

Aniu podaj mi ściereczkę
 
podnieś szybko torebeczkę
przestaw teraz to krzesełko
podnieś wyżej mi oparcie
nie tak! niżej
tak wystarczy!
odkręć teraz ten słoiczek
włóż jabłuszka
suń stoliczek
weź łyżeczkę, podaj prędko!
nie z tej strony
nie tą ręką!
teraz nałóż tu jogurcik
szybko kaczkę!
podnieś kołdrę
teraz wylej
przewietrz trochę
Przesuń teraz koncentrator
wyjmij z teczki inhalator
nie, to odłóż, przesuń, połóż
usiądź, powstań, nie rusz
odłóż
o już jesteś
weź ten stojak
wylej z kaczki
pościel popraw
daj popitek
schowaj kwitek
od wieczora aż do nocy
potrzebował tej pomocy
i któregoś dnia pięknego
nie czekając na spotkanie
odszedł cicho niespodzianie
wieczne mu odpoczywanie

Granat

Granat


W granat z błękitem niebo spowite
jak w kołdrę
Ludzkie pragnienia mgławe niejasne
modre
Szybko idziemy życiem popchnięci
ścieżką
W uśmiech przywdziani, nie byle jaki
pokój
Krzyżem zranieni,
bólem przeszyci z boku
Nie upadamy z twarzą skrwawioną
męsko
Lecz do stolicy Nieba idziemy
dzierżyć Zwycięstwo
Z twarzą oplutą w oczy spojrzymy
Prawdzie
Bo chcemy posiąść Miłość jedyną
na zawsze.

ja pidrole



jedna na zimno parówka
nie pozmywane gary
chrzęszczą i gryzą sumienie
w przeciągu gnane sprawy
zimne jak ta parówka
nie domykane szafy
rym prosty się zawinął
boi się, że jest za stary
gdzieś przed demencją skryty
w wyżartym swetrze w łaty
tym co ma starte guziory
lecz jest relikwią taty
wtopię się w fotel ciepła
w miłości skrzynkę na listy
stemplem znaczona godzina
wreszcie końcowy występ

Bogu

12 sierpień, 2007 - 18:08

Promienie
Promienie słońca zajrzały do moich powiek
Uchyliłam okna mej duszy
Kwieciem sypnęła stara kasztanka
Wiatr dusz, zasłony poruszył


Boże, moja Opoko
Wesprzyj mnie swoim ramieniem
By mogły serce poruszyć
Twojej miłości promienie.




Wołam wciąż Twojej opieki
Czekam Twych czułych dłoni
żebrze Twojej miłości
żyję za Tobą w pogoni.