środa, 1 grudnia 2010

Mary czy Marzenia?

Mary czy Marzenia?

...marzę o plaży z mięciutkim piaskiem,
tym wdzierającym się wszędzie gdzie mógł...
brzegu i morzu bezkresnym całkiem,
co zimnym toniom zawsze się cieszy... szacunkiem fal,
ciepłem słonecznym i niepokornym - błyszczącym w dal. 

Marzę o locie w myślach składanych 
do normalnego słodkiego snu,
marzę choć nie chcę wcale tych marzeń...
wciąż wracam tu...

Marzenia podłe, 
mary wymarłe
one mnie ranią nie dając nic...
nadzieja wiąże mnie wciąż z realem,
po co więc tym złudzeniem żyć?

Tu moje miejsce choć chcę się wyrwać...
Dusza gdzieś prze...
Lecz nie wiem dokąd i nie wiem po co...
Ona to wie...

Marzę ja jednak i o podróżach,
o podziwianiu niezwykłych miejsc,
i o złapaniu wszystkich obrazów
by w pamięć moją mogły się wryć;
tracę je - kleją się w ciemną marę

i wiem, że nie ma - co tu kryć?
Nie ma już szans by stały całe
w projektach planów w codziennym być...

Po co to tkwi bezczelnie w głowie,
sercu nie dając spokojnie żyć?
Skacze w umyśle niespokojnie,
zabiera sens by do celu iść...
Cel się rozmydlił i zapadł w dołek...

Pokornie mruczy podstępny kot,
a to mnie dalej nic nie uczy,
czekam i marzę kolejny już rok...

Gniję rozczarowana szczelnością
nierozerwalnego węzła, kołysząc 
serce na łodzi przepełnionej zimną mgłą,
szarością codziennej gonitwy i żalu.
Gdy utonę... nie będzie balu!


Żegnaj mój kraju...