Mary czy Marzenia?
...marzę o plaży z mięciutkim piaskiem,
tym wdzierającym się wszędzie gdzie mógł...
brzegu i morzu bezkresnym całkiem,
co zimnym toniom zawsze się cieszy... szacunkiem fal,
ciepłem słonecznym i niepokornym - błyszczącym w dal.
Marzę o locie w myślach składanych
do normalnego słodkiego snu,
marzę choć nie chcę wcale tych marzeń...
wciąż wracam tu...
Marzenia podłe,
mary wymarłe
one mnie ranią nie dając nic...
nadzieja wiąże mnie wciąż z realem,
po co więc tym złudzeniem żyć?
po co więc tym złudzeniem żyć?
Tu moje miejsce choć chcę się wyrwać...
Dusza gdzieś prze...
Lecz nie wiem dokąd i nie wiem po co...
Ona to wie...
Marzę ja jednak i o podróżach,
o podziwianiu niezwykłych miejsc,
i o złapaniu wszystkich obrazów
by w pamięć moją mogły się wryć;
tracę je - kleją się w ciemną marę
i wiem, że nie ma - co tu kryć?
Nie ma już szans by stały całe
w projektach planów w codziennym być...
Po co to tkwi bezczelnie w głowie,
sercu nie dając spokojnie żyć?
Skacze w umyśle niespokojnie,
zabiera sens by do celu iść...
Cel się rozmydlił i zapadł w dołek...
Pokornie mruczy podstępny kot,
a to mnie dalej nic nie uczy,
czekam i marzę kolejny już rok...
Gniję rozczarowana szczelnością
nierozerwalnego węzła, kołysząc
serce na łodzi przepełnionej zimną mgłą,
szarością codziennej gonitwy i żalu.
Gdy utonę... nie będzie balu!
Żegnaj mój kraju...