Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kilka z przed lat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kilka z przed lat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 listopada 2010

buty; Wiosna

28 sierpień, 2007 - 23:11
buty



buty,
gdy jesteś biedny, stare
zdarte i szare starością
buty,
gdy długo biegniesz, masz brudne
nie zliczoną ilością trawników i kałuż
buty,
zakładane na ślub, bieluchne
czy zwiastują śnieg, czy śpiew?
są anielskie, czy angielskie?
buty,
robocze nadwornego hydraulika
zsikane kanalizacją
błocone i oblazłe pakułami
buty,
dziecka wiecznie zapiaszczone
zawsze przyszarzałe lub mokre
rozwalone po pokoju
z potarganą wkładką
buty,
żebraka z prześwitem na niebo
buty,
zabieganej matki
zaniedbane i zadeptane
pełne ziarnek piaskownicy
buty,
piękne, zakładane przez pierwszy rok
nowe, stoją na półce w szeregu
niezależnie przecież od wieku...


Proszę, nie mów mi więc,
że but coś mówi o człowieku!

***



Wiosna


Wiosna
Wiosna, wciąż chłodny wieje wiatr
Wiosna i zawirował świat
Wiosna piękniejsza kwiatami
Wiosna zakwita pąkami
Wiosna już rosną sasanki
Wiosna czas uprać firanki
Wiosna dlaczego tak późno?
Wiosna w ubraniach nam luźno!
Wiosna już Święta za pasem...
Wiosna nie pachnie mi lasem.
Wiosna, oj jak ja się cieszę
Wiosna
Nie ma - za peszę!
Wiosna!
Ciesz się i Ty :)

plama; takie coś bez zgrzytania....na łzy śmieszki :); stare panieństwo


1 wrzesień, 2007 - 15:48
plama


plama hańbiąc powierzchnie duszy
obsycha warstwami twardemi
dusza splamiona cierpi
przybiera barwy ziemi
szpecące piętno w duszy
zaśmieca myśli szlamem
obmyśla zemsty totem
wciąż pogłębiając plamę



***


29 sierpień, 2007 - 22:50


takie coś bez zgrzytania....na łzy śmieszki :)

Takie małe coś
coś od ręki
od ręki do ręki
jak uścisk,
gest niewielki
czy nie da się?
spróbuj troszeczkę
rozwesel moją mordeczkę
nie siląc się na wielkie eseje
ty piszesz
a ja się śmieje :)

***


1 wrzesień, 2007 - 15:33
stare panieństwo

okulary w cienkiej ramce
stara plama na podomce
pełna petów popielniczka
dwie łzy zgrabne na policzkach
kapcie seksi trochę zdarte
puste słowa nic nie warte
dziennik spięty na kokardę
w powiedzonka co utarte
dwa pożółkłe bileciki
trzy rozdarte kajeciki
i serdaczek na guziki
skarby panny są Moniki

***


miłość IMHO; żebrząc miłości; Wychył

6 październik, 2007 - 01:32 
miłość IMHO


o miłości wciąż piszą poeci
książki tworzą i psycholodzy
w szkole miłość wyznają dzieci
listem ślą Ci, co są w drodze


o miłości chyba już wszystko
jest spisane i wyśpiewane
miłość wprost do serca ma blisko
często w nim pozostawia nam ranę


nie myślimy o tym na co dzień
o człowieku co mija nas z boku
ile szczęścia ma w sobie przechodzień
jakie łzy wypłakuje wśród mroku


słowa stają się jednym banałem
innym ciągle się cisną na usta
komuś w życiu są ideałem
mi brzmią już jak ta struna pusta


w czynie można rozpoznać uczucie
nie ukryte, czekane kochanie
więc nie zwlekaj mój miły - z rozpustą
dla miłości to zrób, a nie dla mnie


pomoc nieś bez szemrania, bez miny
w której poznam twoje konanie
i jak ja, zęby zagryź i pracuj
ugnij kark, siebie zmień,
radość wlej, tą nad sobą pracą


wesprzyj częściej ramieniem nie ganiąc
w uśmiech ubierz wyprane uczucia
ostrzyż głowę nim zaczniesz nas raniąc
myśleć, że robisz to ze współczucia


w głowie pusta brzęczy stale muzyka
do słów Twoich co są jak potwory
one w serce wbijają kotwicę
kłuciem drążą w nim krwawe otwory


i zostaje żal, smutek i łzy
chwile co mogły nie być stracone
lament wznoszą noce, jak psy
z opuszczonym pod siebie ogonem.

***



3 wrzesień, 2007 - 22:17
żebrząc miłości
Gwarą dłoni poruszony,
konstatując brak mamony,
żebrak nażarł się słodyczy
z bólu jelit teraz kwiczy...


Nie dla ciebie bratku słodycz,
spijaj raczej cierpką gorycz,
łaknąc wciąż sprawiedliwości,
wskocz pod koc i ogrzej kości...


Łaknąc ciepła i słodyczy
we miłości gruszy słońca,
żebrak wypił co nawarzył
nie znajdując żalu końca!


I pod koc się udał prędzej
by się ogrzać w swej udręce
pragnień i nie zrozumienia,
bólu jelit z przejedzenia. ;)

***



2 wrzesień, 2007 - 05:38



wychył


krągłe tworzysz zawijaski
zwinnie myśli doganiając
jak dym, gdzieś ulotne
już...już są za oknem
ej nie wychylaj się zbytnio
byś znienacka nie wypadł
grubo po za nawias
i tu masz ambaras




Romantyzm i ciężar snu

Romantyzm


miłość co znaczyć ma to słowo
a może więcej słów w sobie kryje
nie wierzę w romantyczną miłość
wiara ta we mnie już nie żyje


życie co daje i co przynosi
kalkulujemy całkiem na chłodno
bolesne wpadki i jakiś grosik
wieczności istna karykatura


powiesz nie szkodzi i będzie dosyć
znajdziesz zaszyte w ciepłym kącie
coś, o co nikt Ciebie nie prosił
a co Ci da głód, sens i początek


i zaśnie nagle w cichym śnie
i nie zawołasz i nie wskrzesisz
nie zdążysz nadać "s. o. s."
los z przeproszeniem Cię.. zawiesił


i nie zawrócisz kijem Wisły
na próżno szukasz sznura
choć Twe pragnienia są Ci wszystkim

 wygrała znów nomenklatura

***



ciężar snu


Kładę się, a sen - bezczelny gość
nie czeka, zwleka, nie nadchodzi
noc tempa! nie chce słuchać skarg
nie czuję, żeby stres odchodził...


W sercu na dnie wciąż tylko żal,
nie odgarnięty jak śnieg z drogi
nie ma tam zimna przecie wiesz!
choć stan ten jest ubogi...


A wewnątrz głębiej jeszcze stal
zahartowana żarem trwogi
złość i nienawiść mówią wal!
i nie schodź ze swej drogi...


Niesiona krzykiem także cisza
jak tuba dźwiękiem swym ogłusza
dusza przekrwiona już do łez
nawet reklama wzrusza


nie ma rozpaczy bez radości
i snu bez rąk do utulenia
najlepszy gość przyjaciel ten
cenny... nie do zmierzenia!


Nadejdźże błagam słabym tchem
nie odejmując dłoni z twarzy,
lecz on nadejdzie razem z dniem
Mogę więc tylko o nim marzyć...




moje miasto; marząc o lesie; Św. Pamięci Jan

18 październik, 2007 - 21:34


moje miasto
wypełnione jaśniejącym porankiem
w jarzębinę strojne jesienną
otulone mglistą firanką
nasycone płonną nadzieją
oblepione nudnymi twarzami
zaglądając bezczelnie do okien
miasto stare, zapracowane
mrugnij do mnie przychylnym swym okiem
jak przyjaciel wierny, prawdziwy
swym niezmiennym ciepłym obliczem
tajemnice w sercu głębokie
zamknij w parki, skwery, ulice


18 październik, 2007 - 21:29


marząc o lesie
Między stare powędruj drzewa,
gdzie zielone tańczą choinki,
tam prastary dąb Ci zaśpiewa
szumne, zwiewne leśne piosenki.


Werblem dzięcioł do taktu wystuka
abyś Ty nie zapomniał o nim.
Brzózki szemrzą namiętnie do ucha
kilka pięknych jesiennych melodyj.


Na puszystym dywanie mchu usiądź,
rozgość się między wrzosy liliowe.
Pośród fontann zielonych paproci,
podziwiając pajęczyn gondole.


Widok ten niech Cię ogołoci.
Pozbądź się wszelkich żalów i troski,
upajając się leśnym zapachem,
wyrzuć z myśli durne błahostki.


To jest pałac prawdziwy, bogaty
strojny mchami i jarzębiną
woniejący jagód zapachem,
jaśniejący soczystą rośliną.


29 wrzesień, 2007 - 02:32
Św. Pamięci Jan


Widziałam twarz tego martwego człowieka
jego grobową minę i sine palce z różańcem
czułam zapach rozkładającego się ciała
ja też tak będę pachniała?


Ten czas, który wtedy stanął tak nagle
ta nagła gonitwa wspomnień
szare prążkowe martwe spodnie
doszedłeś pan na sam koniec...


A nad trumną żona, córka i syn stali
ciągle się nad nim jeszcze litowali
żona głaskając sztywne, martwe skronie
błagała: wróć tu zaraz po mnie...


Na bieli koronek leżała martwa głowa
martwe ciało żona chce wciąż całować
to ciężar spotkania ze śmiercią
twarzą w twarz nas przywala


On leżał tak spokojnie, jak we śnie
tylko niemym, bez drgnienia
bez ciężkich konania oddechów
bez choćby fali poruszenia...


Co widzisz martwy człowieku?
Dokąd z tej trumny zmierzasz?
Na czym zatrzymał się twój pierwszy martwy krok?
Na czyjej twarzy spoczął twój martwy wzrok?


Zasypała Cię wielka sterta żółtego piachu...
Czy w tym położeniu nie przeżywasz strachu?
Czy w tej cmentarnej nocnej ciszy
Ktoś Cię posłyszy?


Na wszystkie święte zapalą Ci znicza
pomnik z lastryko zbudują bez krzyża
dwa pokolenia i zapomną o tobie
bo leżysz w grobie...


Odpocznij sobie.

cisza i odchodzące lato

20 styczeń, 2008 - 16:58
cisza

mawiają do mnie
po cichu obrazy
noc bieli szarość
ciemną rozpacz głuchą
lęk nie odchodzi
i szukam wyrazów
by ci opisać
mą miłość przecudną...


powiedz choć słowo
wymów moje imię
- tyś myślał cicho,
choć taki obecny
czas płynął szybko
i musiałam wybiec
z tą chwilą ciszy
ku nicości niecnej...


twoja obecność
bez słowa szeptania
w półmroku cicha
i pusta świątynia
serce me drżące
na stopniach ołtarza
jest pocieszone
syte ukojenia...

***



21 październik, 2007 - 12:09


odchodzące lato


Proszę weź...
Weź pasteli pięć
i maluj te chwile
ciepłą noc,
marzeń moc,
kolorowe motyle.


Jazzowy lekki koncercik
i napój pod chmurką
melodie rześką na trąbkę
wybetonowane podwórko


Wszystko pędzi
czas nas goni,
zatrzymaj to w pędzie!
Jeszcze lato słońce trwoni,
a już leżą żołędzie.


Jeszcze czuję
zapach mdławy konwalii,
piasku biel,
krótki cień
długo zgasłych latarni.


Zakochane...
poszło w tan
i po balu nie zwleka.
Jedzie w dal,
a czas ziemski ucieka.


Lato piękne!
Ciebie gonić nie sposób.
Wiatrem gnasz, 
w swą spaloną twarz,
kłosem złocą się włosy.


Idzie mróz,
wieje już rześkim chłodem.
Kaptur włóż,
zasusz róż,
napij się mleka z miodem.


Radio włącz i posłuchaj
jak z duszy,
leci miły, miękki jazzik
wprost
w uszy.


Płacz i Aniołowie

19 kwiecień, 2008 - 01:42
Płacz


tak bym chciała choć jeden raz
tak po prostu wypłakać się w ciszy
bez tych oczu i wielu twarz
bez obawy, że ktoś usłyszy


bez współczucia i pocieszania
i bez obcych zmieszanej miny
bez czekania bez kalendarza
bez chusteczki


i bez rodziny


bo ten płacz co przemywa rany
wypłukuje ból z serca i myśli
on pozwala w tym życiu trwać dalej
i za marzyć


że znowu się ziści...


*** 




19 kwiecień, 2008 - 02:03
Aniołowie


Aniołowie bez twarzy i marzeń
bez imienia i bez nazwiska
zakrywają skrzydłami cmentarze
przypatrują śmierci się z bliska.


Spoglądając w banknoty i oczy
Aniołowie na półkach sklepików
nie pozorni obserwatorzy
zaglądają do portfelików.


Po czym poznasz anioła swego?
Czy jest biały czy purpurowy?
Czy szlifuje tafle pomników?
Czy szoruje lady sklepowe?


My odziani za życia śmiercią
sprzedajemy i nabywamy.
Gdzie ukrywa się człowieczeństwo?
Czego w życiu się spodziewamy?


Aniołowie od służby dla życia!
Dajcie w pysk mi gdy stanę się grobem
i gdy forsa uderzy do głowy!
Dajecie kopa nogami swojemi!


Stróże prawa Bożego na ziemi!


Listek

Listek  5. kwietnia 2008r.


Listek


Ta piżama i ten korytarz
poczekalnia bez myśli,
natrętna
ta leżanka i ten aparat
nigdy mi się nie stanie obojętna!


I ten fotel i wielki zegar,
co wybijał śmierci godzinę.
Ta piosenka
z cierpienia wyjęta
i słyszalne to serc obcych bicie.


Nie zapomnę tej igły w żyle
i lekarza zmieszanej twarzy.
Mej wdzięczności,
że choć był obcy,
swym dowcipem mnie nie znieważył.


Czas był długi...
me ciężkie oczy
i bez tlenu oddechy puste.
Gdzie Twój pysio?
Gdzieś mój uroczy?


Gdzie poszedłeś?
I dokąd kroczysz?
Co tam robisz?
Wyznaj szybko,
spójrz w oczy!


W moim śnie...
Kocham Cię!
Już sama.
Twoja smutna, stęskniona
 
mama.


Piętnaście po północy

Listek  5. kwietnia 2008r.


Piętnaście po północy

mój czas

czas płynie jak łzy
zanika powoli
nie pytam...

nie pytam dlaczego

przeze mnie
tak cicho
tak boli

prosto a nieprzyziemnie

tęsknię
umieram
i cierpię...

mój czas jak łzy
na dłoni
stopniowo, krzykiem

poroni

***

&7

&7
 

dlaczego tak skamle, jak szczenię? miłości
czemuż zwyczajnie brak mi tej radości?
przecież po ziem połaci stąpam nogami dwiema
mam schronienie, posiłek, więcej nic nie trzeba.
Szukam pocieszeń wielu i czułości
zawód za rogiem,
jak kat na mnie czeka
ja szukam Boga,
znajduję człowieka.