środa, 1 grudnia 2010

Limeryk

histeryczka z okolic Wieliczki
co pąsowe miewała policzki
chęć na seks miała codzień z wieczora
sama była gdy nadchodziła pora
wiemy już na co są jej te solne świeczki

sen nocy jesiennej


sen nocy jesiennej


...i znów nakładam nocy skafander;
Co mi nie skleja wcale snem powiek;
Wzrok, słuch wytęża się jak tandem;
Wjeżdża już strach i lęk zlany potem;
a  Racjonalność ukryta pod stelaż;
i nie wychyli stroskanej swej twarzy;
mądre myśli zostawi na potem;
mądrym snem nic nie zrównoważy.


Dramat ten gra się w połowach domów;
Wiele łez ściera mała poduszka,
Nic nie mówisz o tym znajomym,
Twa bezsenność-imaginacja!


  Łykam prochy - już po kryjomu...
To bezwstydnie tak nie spać po nockach!

choć w domu...

Gdy mi diabeł wyciągnie wtyczkę też nie powiem o tym nikomu...

Mary czy Marzenia?

Mary czy Marzenia?

...marzę o plaży z mięciutkim piaskiem,
tym wdzierającym się wszędzie gdzie mógł...
brzegu i morzu bezkresnym całkiem,
co zimnym toniom zawsze się cieszy... szacunkiem fal,
ciepłem słonecznym i niepokornym - błyszczącym w dal. 

Marzę o locie w myślach składanych 
do normalnego słodkiego snu,
marzę choć nie chcę wcale tych marzeń...
wciąż wracam tu...

Marzenia podłe, 
mary wymarłe
one mnie ranią nie dając nic...
nadzieja wiąże mnie wciąż z realem,
po co więc tym złudzeniem żyć?

Tu moje miejsce choć chcę się wyrwać...
Dusza gdzieś prze...
Lecz nie wiem dokąd i nie wiem po co...
Ona to wie...

Marzę ja jednak i o podróżach,
o podziwianiu niezwykłych miejsc,
i o złapaniu wszystkich obrazów
by w pamięć moją mogły się wryć;
tracę je - kleją się w ciemną marę

i wiem, że nie ma - co tu kryć?
Nie ma już szans by stały całe
w projektach planów w codziennym być...

Po co to tkwi bezczelnie w głowie,
sercu nie dając spokojnie żyć?
Skacze w umyśle niespokojnie,
zabiera sens by do celu iść...
Cel się rozmydlił i zapadł w dołek...

Pokornie mruczy podstępny kot,
a to mnie dalej nic nie uczy,
czekam i marzę kolejny już rok...

Gniję rozczarowana szczelnością
nierozerwalnego węzła, kołysząc 
serce na łodzi przepełnionej zimną mgłą,
szarością codziennej gonitwy i żalu.
Gdy utonę... nie będzie balu!


Żegnaj mój kraju...

Zima

Mężulowi!
... wierszydło:

 zima

zima... już mróz zacisnął brzegi sadzawki...
Nastroszył futra na każdym psie.
Położył czapki nad wszystkie ławki
Zasypał myśli Tobie i mnie.
Dymkiem wiatr podniósł śniegi z podwórka,
Wiruje biały przepiękny puch.
Już zasypana za drogą górka,
Dzieciaków sanki poszły już w ruch.
Zima jesienią jest często w modzie,
Choć znów drogowców zwaliło z nóg.
Grypy, katary utopmy w miodzie,
Brnąc przez bezdroża zsypanych dróg.
Gdy zaś spaceru pragnę troszeczkę,
Nie mów że wolisz fotel i koc!
  Tylko zawijaj swój grzbiet w kurteczkę...
Polubić znów dzień zmienny w noc...
Wzuć Kalesony, czapkę i szalik...
W ślad za śladami po śniegu brnąc.
Wyznać mi miłość wśród śnieżek strzałów...

Całuj mnie w usta nie mając dość!